Dlaczego kobiety boją się sauny? - W SAUNIE - Wellness & SPA

News

Wellness & SPA

REKLAMA

Reklama

Post Top Ad


Dlaczego kobiety boją się sauny?

Dlaczego kobiety boją się sauny?

Odpowiedź na to pytanie jest złożona. Agata Loewe, psychoterapeutka i seksuolożka tak tłumaczy jeden z aspektów tego zjawiska na łamach "Wysokich obcasów" - dodatku dla kobiet w Gazecie Wyborczej:

"Sauna to miejsce specyficzne - publiczne, a jednocześnie przestrzeń bardzo intymna, gdzie pokazujemy to, co na co dzień skrywamy pod ubraniem albo choćby  - kostiumem kąpielowym. Stąd sauna budzi bardzo dużo różnych, niekiedy sprzecznych emocji ".

Chociaż kultura i zasady poprawnego saunowania, promowane przez Polskie Towarzystwo Saunowe, opierają się na zasadach zgodnych z ogólnymi wymogami kultury i higieny osobistej to "wymuszanie" nagości w saunie może budzić - i często budzi uzasadniony sprzeciw mniej "wyzwolonych" saunowiczek.






Daleka jestem od krytyki zasad poprawnego saunowania. Zawsze będę je promować i zawsze będę zwracała uwagę osobom wchodzącym do sauny w strojach kąpielowych przesiąkniętych chlorem (co jest zdecydowanie niedopuszczalne). Jadnak należy pamiętać, że pobyt w saunie ma nam dawać przyjemność i relaks, a nie być stresującym i nieprzyjemnym przeżyciem.


Być może warto pochylić się nad potrzebami kobiet (i mężczyzn), którym nagość kojarzy się jeszcze z obnażaniem, dla których nie do przyjęcia jest odkrywanie przed kimkolwiek swojej intymności i nagości, narażając się tym samym na spojrzenia mniej lub bardziej "wnikliwe" osób trzecich.

Wiele obiektów organizuje dni dla osób saunujących w tekstyliach i choć jestem przeciwnikiem takiego saunowania, to rozumiem potrzebę tego typu inicjatyw.






Bardzo ważna jest edukacja i propagowanie zdrowego dla nas jak i dla pozostałych uczestników - saunowania. Wiele osób przychodzących do mnie na saunę np. stroju kąpielowym przekonuje się, że jest to niezdrowe, niewygodne i rezygnuje z niego po krótkim czasie. Kobiety często proszą o dodatkowe prześcieradło bądź ręcznik, którymi mogą osłonić miejsca intymne, chowając w tym czasie strój kąpielowy do szafki.

Bądźmy więc wyrozumiali i szanujmy siebie oraz swoją intymność wzajemnie. Rozmawiajmy, edukujmy, przekazujmy dobre nawyki i przykłady. Dajmy czas i chwilę na refleksję osobom, które tego potrzebują , ponieważ zmuszanie do niczego nie prowadzi, a wręcz zniechęca i demotywuje, a przecież nie o to w tym wszystkim chodzi...





3 komentarze:

  1. Dobrze, że ten temat poruszono, ale uważam, że został jedynie "liźnięty". Tu się kłania bogata tematyka wstydu, czyli czegoś więcej niż skrępowania nagością, wstydu odczuwanego przez polskie kobiety. Post to nie miejsce na rozstrzygnięcie dużego zagadnienia, ale polecam książkę Wojciecha Eichelbergera "Kobieta bez winy i wstydu". Wiele razy zdarzyło mi się przekonać kobietę do całkowitego rozebrania się, nie tylko w saunie, ale też na łonie natury, nad rzeką. I nigdy nie chodziło o seks, tylko o to by bezpiecznie, bez "winy i wstydu" cieszyć się brakiem skrępowania, pozwolić pieścić się wodzie, bez tych ściskających sznurków.
    Pozdrawiam Autorkę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie rozumiem, skąd ten trend do "wyzwolenia", tak ostatnio modny. Nie każdy czuje się dobrze nago. To nie jest kwestia norm światopoglądowych czy pruderii. Nie chodzi też o kompleksy czy brak akceptacji własnego ciała. Istnieją osoby, które nago czują się zwyczajnie niekomfortowo - poza okolicznościami naturalnymi, do których należą sytuacje intymne. Wszelkie peany na cześć bliskiego kontaktu z naturą, silniejszego odczuwania przyjemności z kontaktu z wodą, wiatrem słońcem ... to - moim zdaniem - dorabianie ideologii, za którą skrywają się po prostu potrzeby ekshibicjonizmu. Może jest to rodzaj autoterapii, dowartościowania się, bo wiele z osób, które znam osobiście i które są zwolennikami nagości np. na łonie natury, nie są - delikatnie mówiąc - atrakcyjne fizycznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z eksponowaniem nagości w miejscach, w których z różnych powodów to zasadne, jest tak jak ze wszystkim, czego się nie zna. Uczymy się albo teoretycznie albo podpatrując innych. Wybierając się do sauny, czy na plażę, znaną z tego, że jest „naga” lub z „opcją nagości” też kierujemy się tym, co znamy i, albo jesteśmy otwarci na nowe doświadczenie, albo boimy się go. Otwarcie na „nowe” jest jak szalka na wadze: przeważy ciekawość, potrzeba zmiany przyzwyczajeń czy aspekt zdrowotny-przekraczamy istniejącą w naszej świadomości granicę; ryzyko jest zbyt duże, narzucone w przeszłości wzorce zachowań zbyt silne - rezygnujemy.
    Myślę, bazując na swoim osobistym doświadczeniu, że „każdy ma swój czas i miejsce”, w którym jest w stanie wejść w strefę dyskomfortu, żeby spróbować...
    Przez wiele dziesiątek lat byłem osobą bardzo wstydliwą. Dziś jestem... saunamaniakiem, który potrafi znaleźć się w dowolnej saunie na świecie, respektując jej zdrowy regulamin.
    Mam jedną zasadę: zanim udam się do saunarium, zapoznaję się z jego regulaminem. Jeśli akceptuję go, to jadę. Jeśli nie-rezygnuję. Pozdrawiam tych z Państwa-otwartych na zmiany i tych, którzy są na etapie, w którym przeważa ryzyko...
    Ps. Myślę, że płeć nie ma tu szczególnego znaczenia...

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za dodanie komentarza.

Reklama


Reklama